Faraon (Bolesław Prus) - Tom Pierwszy Rozdział IX strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Faraon - Bolesław Prus / Tom Pierwszy Rozdział IX
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
piękny, którego poznała w dolince, czy trwoga, że znowu zobaczy wielkiego władcę i pana, który ją onieśmielał.
Jednego dnia, w wigilią szabasu, przyszedł na folwark ojciec, pierwszy raz od jej osiedlenia się w tym miejscu. Sara z płaczem rzuciła się do niego; sama umyła mu nogi, a na głowę wylała wonności, okrywając go pocałunkami. Gedeon był to człowiek już szpakowaty, o surowych rysach. Miał na sobie długą do kostek koszulę, u dołu obszytą kolorowym haftem, a na niej żółty kaftan bez rękawów, rodzaj kapy spadającej na piersi i plecy. Głowę nakrywał niewielką czapką, zwężającą się u góry.
- Jesteś?... jesteś! - wołała Sara i znowu zaczęła całować jego ręce i głowę.
- Ja sam dziwię się, że tu jestem! - odparł smutnie Gedeon. - Skradałem się do ogrodu jak złodziej. Przez całą drogę z Memfis zdawało mi się że wszyscy Egipcjanie pokazują mnie palcami, a każdy Żyd pluje...
- Przecież, ojcze, sam mnie oddałeś księciu?... - szepnęła Sara.
- Oddałem, bo cóż miałem robić? Zresztą mnie się tylko tak zdaje, że mnie pokazują i opluwają. Z Egipcjan, kto mnie zna, kłania mi się tym niżej, im sam jest wyższy.
Przez czas, kiedy tu jesteś, nasz pan, Sezofris, mówił, że trzeba mi dom powiększyć; pan Chaires darował mi stągiew najlepszego wina, a sam najdostojniejszy nasz nomarcha przysyłał do mnie zaufanego sługę pytać: czy ty jesteś zdrowa i czy ja nie zostałbym u niego rządcą?
- A Żydzi?... - spytała Sara.
- Co Żydzi!... Oni wiedzą, że ja nie ustąpiłem z dobrej woli. No, a każdy chciałby, żeby jemu tylko taki gwałt robili. Niechaj nas wszystkich Pan Bóg sądzi. Lepiej powiedz: jak ty się masz?
- Na łonie Abrahama nie będzie jej lepiej - odezwała się Tafet. - Cały dzień znoszą nam owoce, wina, chleby i mięso, czego dusza zapragnie. A jaką wannę mamy!... cała miedziana. A jakie naczynia kuchenne!...
- Trzy dni temu - przerwała Sara - był u mnie Fenicjanin Dagon. Nie chciałam go widzieć, ale tak się napierał...
- Dał mi złoty pierścionek - wtrąciła Tafet.
- Powiedział mi - mówiła Sara - że jest dzierżawcą u mego pana, darował mi dwie bransolety na nogi, zausznice z pereł i szkatułkę wonności z kraju Punt.
- Za co on ci to darował? - zapytał ojciec.
- Za nic. Tylko prosił, ażebym o nim dobrze myślała i niekiedy powiedziała mojemu panu, że Dagon jest najwierniejszym jego sługą.
- Ty bardzo prędko zbierzesz całą skrzynię zausznic i bransolet - odparł z uśmiechem Gedeon. - Ach - dodał po chwili - zbierz prędko wielki majątek i uciekajmy do naszej ziemi, bo tu nam zawsze bieda. Bieda, kiedy jest źle, a jeszcze większa bieda, kiedy jest dobrze.
- A co by powiedział pan mój'? - zapytała Sara ze smutkiem.
Ojciec potrząsnął głową.
- Nim rok minie, pan twój porzuci cię, a inni mu dopomogą. Gdybyś była Egipcjanką, wziąłby cię do swego domu, ale Żydówkę...
- Porzuci?... - powtórzyła Sara z westchnieniem.
- Co martwić się przyszłymi dniami, które są w ręku Boga? Przyszedłem spędzić u ciebie szabas...
- A ja mam doskonałe ryby, mięso, placki i wino koszerne - szybko wtrąciła Tafet. - Kupiłam też w Memfis siedmioramienny świecznik i świece woskowe... Będzie kolacja lepsza niż u samego pana Chairesa.
Gedeon wyszedł z córką na taras. Gdy zostali we dwoje, rzekł:
- Mówiła mi Tafet, że ciągle siedzisz w domu. Dlaczego? Trzeba wyjrzeć przynajmniej do ogrodu.
Sara wstrząsnęła się.
- Boję się - szepnęła.
- Dlaczego ty się masz bać twego ogrodu?... Przecież ty tu jesteś pani, wielka pani...
- Raz wyszłam do ogrodu w dzień... Zobaczyli mnie jacyś ludzie i zaczęli mówić między sobą: "Patrzcie, to ta Żydówka następcy tronu, przez którą opóźnia się przybór!..."
- Głupi oni są - wtrącił Gedeon. - Alboż to raz Nil o cały tydzień spóźnił się z wylewem? Więc tymczasem wychodź sobie wiecz
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|