Wesele (Stanisław Wyspiański) - Akt II strona nr 2

skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki

Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line.
Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.


UWAGA: SUPER STRESZCZENIA

Szkolne lektury / Wesele - Stanisław Wyspiański / Akt II

::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::


poprzednia strona

żarem lico płonie,
zaś krew w tobie wre.

MARYSIA
Miałam ci być poślubiona
i mój ślubny ty.

WIDMO
Maryś, Maryś, narzeczona,
długie moje sny.

MARYSIA
Ka ty mieszkasz, kaś ty jest?
Jechałeś do obcych miest,
czekałam cie długo, długo
i nie doczekałam sie.
Kaś ty jest, kajś ty jest,
gdzie ty mieszkasz, gdzie?

WIDMO
Goniłem do różnych miest,
rozhulaniec, pędziwiatr,
ażem gdziesi w ziemię wpad,
gdzie mnie toczy gad.

MARYSIA
O mój Boze, Boze mój,
to juz ciebie tocy gad.

WIDMO
Zwabiło mnie echo z Tatr,
otom jest, otom jest,
zwabiły mnie głosy z chat,
do myśli mi przyszedł gest
przypomnieć się z dawnych lat;
domek mój, podobnoś grób,
nie jestem wymagający,
przeszedłem niejedną z prób,
ale żebym ja był trup,
nie wierz, Maryś, bo to kłam;
żywie Duch, żywie Duch,
wytężyłem cały słuch,
zwabiły mnie głosy z chat.

MARYSIA
Ka twój grób, ka twój grób?
Pono gdziesi za daleko,
nie dobiegnie, nie doleci...
(Ona przesłania oczy ręką, on zaś jej, nagły, dłoń odrywa).

WIDMO
Łzy mnie palą, łzy mnie pieką,
licho bierz grób mój,
otom jest, otom twój;
czy pamiętasz jeszcze dzień;
jak nas gruszy cienił cień,
tu w tym sadzie, na zieleni,
śród połednia, śród promieni,
przy mnie stałaś: w dłoni dłoń - ?

MARYSIA
Dawno, dawno, tyle lat.

WIDMO
Skłońże ku mnie główkę, skłoń.

MARYSIA
Hańśmy stoli w dłoni dłoń -
szedł od ciebie swat.

WIDMO
Dawno, dawno, tyle lat.

MARYSIA
Miałabym tylo wesele,
co jak dziś, jak to dziś.

WIDMO
Potańcujmy raz dokoła,
potem zaś znów mus mnie iść

MARYSIA
Som tu twoi przyjaciele,
ostań chwile.

WIDMO
Raz dokoła,
potem to już mus mnie iść:
mus mnie woła, mus mnie woła.

MARYSIA
Ano dziś nasze wesele;
raz dokoła, raz dokoła.

WIDMO
Taki smutek idzie z czoła...

MARYSIA
Takie zimno wieje z ust..:

WIDMO
Przytul mnie do twoich chust,
przytul mnie do piersi, rąk...

MARYSIA
Nie chytaj sie moich wstąg,
taki wieje trupi ciąg.

WIDMO
Kochaj... !

MARYSIA
Precz, nie sięgaj lic

WIDMO
Nie broń mi się - nic to, nic...

MARYSIA
Zimnem dołu wieje strój,
ty nie mój, ty nie mój!

WIDMO
Mus mnie woła, mus mnie woła,
raz dokoła

MARYSIA
Stój, ach, stój!

SCENA 6.
MARYSIA, WOJTEK.

WOJTEK
Maryś - jakoześ ty blado - ?

MARYSIA
To światła sie takie kładą
po twarzy...

WOJTEK
Trzęsiesz się cała.

MARYSIA
Uchyliłam drzwi i stamtąd powiała
jakaś zawieja - to nic -

WOJTEK
A to znów czerwoność do lic
przyszła -

MARYSIA
Z twojego patrzenia;
przytul mnie Wojtecku, do siebie,
wole ciebie, wole ciebie.

WOJTEK
(nuci)
<<Pójdze, Maryś, po niewoli
na mój jeden zagon roli>>.

SCENA 7.
STAŃCZYK, DZIENNIKARZ.

STAŃCZYK
(idąc)
Ktoś się za mną włóczy wciąż.

DZIENNIKARZ
Ktoś przede mną ciągle stąpa.

STAŃCZYK
(już był usiadł)
Domek mały, chata skąpa:
Polska, swoi, własne łzy,
własne trwogi, zbrodnie, sny,
własne brudy, podłość kłam;
znam, zanadto dobrze znam.

DZIENNIKARZ
Zacz kto?-

STAŃCZYK
Błazen.

DZIENNIKARZ
(poznając)
Wielki mąż!

STAŃCZYK
Wielki, bo w błazeńskiej szacie;
wielki, bo wam z oczu zszedł,
błaznów coraz więcej macie,
nieomal błazeńskie wiece;
Salve, bracie!

DZIENNIKARZ
Ojcze, Salve!
Szereg dobrych błaznów zrzedł,
przywdziewamy szarą barwę;
koncept narodowy gaśnie;
gasną coraz te pochodnie,
które do hajduków ręku
przywiązane żarem płoną.
Skapały, zżarły się świece,
a że do rąk przytroczone,
więc jeszcze palą się ręce,
w tę samą zaklęte stronę.-
Trzeba by do służby narodu
błaznów całego zastępu;
palą się hajduki w męce,
następna strona



::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::




Centrum ogrodowe




Archiwum lektur szkolnych istnieje od sierpnia 2005, mapa serwisu Polityka prywatności
Autor skryptów: Przemysław Krajniak, Skrypty PHP