Powrót posła (Julian Ursyn Niemcewicz) - Akt III strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Powrót posła - Julian Ursyn Niemcewicz / Akt III
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
br> WALERY Ach, matko, twoja dobroć troski nasze słodzi, Nic tobie nie jest tajne, tyś sama patrzała, Jak szczera nasza miłość z latami wzrastała; Karmiła ją nadzieja, dziś i ta już znika. PODKOMORZYNA Mój Walery! żal ciężki serce mi przenika; Starosta już Teresę innemu oddaje, Całe moje staranie dziś próżnym się staje. Wychowując was sama z dzieciństwa oboje, Wierzcie: najsłodsze były te nadzieje moje, Ze łącząc was w przyszłości związkami wiecznymi, ; Syná i wychowankę ujrzę szczęśliwymi! Cnotliwe w was skłonności nie były mi tajne, Nie szłam nigdy przez drogi rodzicom zwyczajne, Co surowością ufność w dzieciach wytępiają; Wasze szczęście i troski moimi się stają. Kochany mój Walery! mam ciebie za świadka, Najlepsza, przyjaciółka była twoja matka.
WALERY Tyś była zawsze naszą pociechą jedyną
TERESA Ach! stań się dzisiaj szczęścia naszego przyczyną. Zaklinaj ojca mego na krwi obowiązki, Niech przynajmniej oddali te nieszczęsne związki, Niech się dzisiaj nie spełnia ten przymus tak srogi. Ach! nie pojmujesz mojej żałości i trwogi, Miej litość nad mym stanem!
PODKOMORZYNA Żal twój żywo czuję: jam niegdyś kochała, i łatwo pojmuję Tę boleść, te cierpienia, tę niepewność srogą Niewiele prośby moje na twym ojcu mogą, Ale pójdę do niego żalem przejęta Powiem mu: niech na swoją powinnośé pamięta, Niech wspomni, że jest ojcem, że w twoim zamęściu Winien najprzód pamiętać o przyszłym twym szczęści Nie zas, gwałtowny wybór przywodząc do skutku, Stać się przyczyną twego nieszczęścia i smutku. podając im ręce, które Walery i Teresa całują z przejęciem. O, me dzieci! wszak znacie czułość mą dla siebie, Nie opuszczę was pewnie w tak smutnej potrzebie. słychać za teatrum Starostę mówiącego
STAROSTA To próżno: człek z waćpanem nigdy się nie zgodzi Ale gdzież ten Walery?
TERESA ze drżeniem Ojciec mój nadchodzi Oddalę się i tobie poruczam mą całość.
PODKOMORZYNA Patrz, jak się lęka, jaka z swym ojcem nieśmiałość! Przykro w swych dzieciach wzbudzić uczucia podobne.
SCENA V Podkomorzyna, Walery, Podkomorzy, Starosta
STAROSTA A, waćpaństwo tu macie kolokwia osobne! Może przeszkadzam?
PODKOMORZYNA Owszem, jesteśmy mu radzi
STAROSTA do Podkomorzyny Kłóciłem się z mężulkiem, i cóż to poradzi?
PODKOMORZY Ja się na moim zdaniu nie zwykłem zasadzać, Nawet o polityce nie chciałbym już gadać.
STATOSTA Wszak, co dziś przyszło z poczty, już zgadłem we wtorek postrzegając Walerego A, jakże mi się miewa mój legislatorek? Cóż tu waćpan przede mną ustawicznie zmykasz, Przechadzasz się w zamysłach, ud ludzi unikasz! Może jeszcze i w domu komponujesz mowy? Cóż tam, prędko będziemy mieli sejm gotowy? z zgrozą Godziłoż się w tym rządzie o sukcesji gadać? I gorszyć jeszcze naród, i w tym się go badać?
WALERY Naród jest panem naszym, wie, co pożyteczne, Co dla kraju szkodliwe, a co jest beśpieczne.
STAROSTA Naród u takich rzeczach gadać nie powinien!
WALERY Ale kiedy chce gadać, ja temu nie winien. do matki Smutne uczucia moją napełniają duszę; Mój żal i moją rozpacz już mu odkryć muszę.
PODKOMORZYNA Wstrzymaj się! moglibyśmy rzecz całą zepsować. Trzeba go ułagodzić, z wolna postępować.
STAROSTA Jakież on tajemnice waćpani odkrywa? Radzę, niech się z materią taką nie odzywa, Bo okrutnych przypadków ja sam świadkiem byłem. Pamiętam, gdy w Radomiu trybunał sądziłem, Jeden panicz, chcąc z światłem swym się popisywać, Przeciw wolnym elekcjom zaczął przebąkiwać; Właśnie to było, gdyśmy od stołu wstawali; Jakeśmy się na niego do szabel porwali, Nas było wielu, ledwie został się przy duszy, Wziął przez łeb krys z piętnaście, a obydwie uszy Ledwie mu Żyd, cyrulik, jedwabiem pozszywał. ze śmiechem No
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|