Chłopi (Władysław Stanisław Reymont) - Zima Rozdział XIII strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Chłopi - Władysław Stanisław Reymont / Zima Rozdział XIII
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
iecie to?
- Jakże! zaraz do dnia, powiadali, wygnał ją, skrzynkę za nią wyrzucił i wszystkie szmaty - dorzuciła milcząca dotąd Balcerkowa.
- Nie powiadajcie byle czego, byłam dopiero co w cha-łupie, skrzynka stoi na swoim miejscu - objaśniała Płoszkowa.
- Ale już na weselu przepowiadałam, że się tak skończy - podjęła głośniej.
- Co się dzieje, mój Jezus! co się dzieje! - ;jęknęła Sochowa chwytając się za głowę.
- Ano co, do kreminału go wezmą i tyla!
- Sprawiedliwie mu się to należy: cała wieś mogła pogorzeć! '
- A tom już spała w najlepsze, a tu Łuka, co latał z niedźwiednikami, bębni w okno i krzyczy: "Gore!'
Jezus Maria! w oknach czerwono, jakoby kto zarzewiem szyby obwalił, to mi już ze strachu całkiem moc odjęło...a tu dzwon bije... ludzie krzyczą... - opowiadała Płoszkowa.
- Skoro jeno powiedzieli, że Boryna się pali, zaraz mnie tknęło, że to Antkowa sprawa - przerwała jej któraś.
- Cichocie, powiadacie, jakbyście na oczy widzieli.
- Widzieć nie widziałam, ale skoro tak wszystkie powiedają...
- Jeszcze w zapusty bąkała o tym tu i owdzie Jagnustynka...
- Ani chybi, wezmą go w dybki i posadzą w kreminale.
- Co mu ta zrobią? widział to kto? są na to świadki? co? - zauważyła Balcerkowa, że to procesownica była sielna i na prawie się znała.
- A nie złapał go to stary?...
- Złapał, ale na czym innym, a choćby i widział podpalanie, świadczyć nie może, bo ociec i w złości z sobą żyli.
- Sądów to sprawa, nie nasza, ale kto winowaty przed Bogiem i ludźmi, jeśli nie ta suka Jagna? Co - podniesła znowu surowy głos Balcerkowa.
- Prawda! Juści! takie zbereżeństwo, taki grzech! - szeptały ciszej, zbiły się w kupę i zaczęły jedna przez drugą wypominać jej grzechy.
Gadały coraz głośniej i coraz zawzięciej potępiały Jagnę, wygłaszały teraz wszystko, co ino było i nie było, co ino która kiedy bądź zasłyszała abo i sama stworzyła na nią: wszystkie dawne urazy i zawiści zasyczały w duszach, że jako ten kamienny grad leciały na nią przezwiska, wymysły, odgróżki złe i nienawistne słowa, wzburzona złość, że gdyby się tak jawiła w tej chwili, to ani chybi z pięściami rzuciłyby się do niej.
Chłopi zaś w drugiej kupie poredzali spokojniej, ale nie mniej zawzięcie powstawali na Antka; gniew z wolna ogarniał wszystkie serca, wzburzenie głębokie, srogie kołysało tłumem, błyskało w oczach piorunami, że niejedna pięść się wyciągała groźnie, gotowa do spadnięcia, niejedno twarde słowo jak kamień zawarczało, że nawet Mateusz. któren go obraniał zrazu, dał spokój, a jeno w końcu rzekł:
- Rozum mu odjąć musiało, jeśli się na taką rzecz ważył!
Ale na to skoczył rozsrożony kowal i ją przekładać gospodarzom, że Antek dawno się odgrażał podpaleniem, że stary już z dawna wiedział o tym i całymi nocami pilnował.
- A że on to zrobił, to bym przysiągł, a zresztą są świadki, zeznają i musi być kara na takich, musi! A bo to nie zmawiał się wciąż z parobkami, nie buntował to
przeciw starszym, nie podmawiał do złego, wiem ci ja nawet z którymi, wiem, patrzę nawet na nich, słuchają mnie teraz i jeszcze śmią bronić takiego - wrzeszczał groźnie. - Zaraza z takiego na całą wieś płynie, zaraza, że do kreminału, na Sybir go, kijami zatłuc kiej psa wściekłego, bo nie dość obrazy boskiej, żeby z rodzoną macochą... a tu podpala jeszcze! Cud jeno, że cała wieś nie poszła! - wykrzykiwał namiętnie, snadź miał w tym jakieś wyrachowanie.
Zmiarkował to Rocho stojący z Kłębemn na uboczy i rzekł:
- Mocno stajecie mu naprzeciw, choć wczoraj jeszcze piliście z nim w karczmie.
- Wróg mi każden, któren wieś całą mógł powieść na dziady!
- Ale dziedzic to wama nie wrogiem! - dorzucił poważnie Kłąb.
Zawrzeszczał ich, zakrzyczeli i insi, a kowal rzucał się między ludzi, podjudzał, do pomsty wzywał, niestworzone rzeczy wymyślał na niego; aż i naród dość już wzburzony zmącił się do dna i zakłębi
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|