Chłopi (Władysław Stanisław Reymont) - Zima Rozdział V strona nr 2
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Chłopi - Władysław Stanisław Reymont / Zima Rozdział V
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
niczego się tknąć nie pozwalał.
- Odpocznij, nie narywaj się, by ci się przed czasem nie stało co złego.
To i nie robiła, a ino tłukła się po izbach bez celu, wyglądała na świat bez potrzeby, w ganku stawała, a coraz większa ckność ją przejmowała i rozdrażnienie zarazem, bo gniewały ją te stróżujące mężowe oczy, gniewała radość i gwar całego domu, gniewał nawet ten bociek łażący po izbie, że z rozmysłem potrącała go wełniakiem, aż nie mogąc już wytrzymać, a upatrzywszy sposobną chwilę pobiegła do matki, ale stawem poleciała, na przełaj i jeszcze się trwożnie rozglądała, czy gdzie nie stoi za drzewem zaczajony !...
Matki nie było, rankiem pono zajrzała i powróciła do wójtowej, Jędrzych zaś dym puszczał w komin, a co trochę wybiegał przed dom patrzeć na drogę, bo Szymek przystrajał się w komorze.
Odmieniło się w niej, opadły wszystkie zgryzoty, skoro jeno poczuła się po dawnemu w swojej izbie, na starych śmieciach, poweselała całkiem i bezwiednie prawie zaczęła się krzątać, zajrzała do krów, przecedziła mleko, które od rana jeszcze stało w skopkach, rzuciła kurom ziarna, zamietła izbę, uprzątnęła, co było potrza, i wesoło pogadywała z chłopakami, bo Szymek, wystrojony w nową kapotę, wyszedł był na izbę i przyczesywał się przed lusterkiem.
- Kędy się to szykujesz?
- A na wieś, u Płoszków zbierają się chłopaki.
- Da ci to matka iść, co?
- Pytał się cięgiem o przyzwoleństwo nie będę, swój rozum też mam i swoją wolę... i co mi się jeno uwidzi
- Pewnikiem to zrobi, pewnikiem! - dogadywał Jędrzych trwożnie wyglądając na drogę.
- A żebyś wiedział, zrobię, na złość zrobię, do Płoszków pójdę, do karczmy pójdę, z chłopakami pił będę!- wykrzykiwał hardo.
- Daj głupiemu wolę, to jak ten cielak w cały świat się poniesie, choć mu ino do cycka iść potrza! - rzekła cicho nie przeciwiąc mu się w niczym, choć wygadywał
a matkę i wygrażał się srodze, nawet mało wiele słyszała, bo ano wracać było potrzeba do domu, wracać, a jej tak było żal wychodzić stąd, że prawie z płaczem się podniosła i wolno a ciężko poszła.
A w domu gwarniej jeszcze było i weselej niźli przódzi.Nastka Gołębianka przyleciała i gziły się z Józką, aż na drodze było słychać.
- Wiecie, a to moja rózga zakwitła! - krzyknęła do chodzącej Jagny.
- Jaka rózga?
- A tom ją ucięła w Jędrzejki, zasadziłam w piasek, trzymałam na piecu i zakwitła! Zaglądałam wczoraj, nie było jeszcze ani jednego kwiatuszka, a przez noc całkiem zakwitnęła, patrzcie !
Przyniosła ostrożnie garnczek wypełniony piaskiem, w którym tkwiła spora gałęź wiśniowa, obsypana delikatnym kwiatem.
- Trześnia, kwiatuszki różowe i pachnące! - szepnął Witek poważnie.
- A prawda, trześnia!
Obstąpili dokoła i z dziwną radością a podziwem poglądali na okwieconą, woniejącą gałęź, na to weszła Jagustynka, ale dzisiaj była już po dawnemu dufna w siebie, wrzaskliwa, harda i bacząca, aby ino dogryźć komu, a dobrze.
- Zakwitła rózga, prawda, ale nie la ciebie, Józia, tobie jeszcze rzemień potrzebny abo i co twardsze! - rzekła zaraz na wstępie.
- A la mnie zakwitła, samam w noc Jędrzejkową ucieła, samam...
- Młódka jeszcze jesteś, to pewnie la Nastki ślub wróży! - tłumaczyła Jaguś.
- W garnczek wsadzałyśmy razem, ale sama ucinałam, to la mnie zakwitła!... - wrzeszczała i aż na płacz się jej zbierało, że nie przytwierdzają.
- Jeszcze ci czas ganiać za parobkami i wystawać na przełazach; starszym przódzi pora, starszym! - mówiła nie patrząc na nikogo, a uśmiechała się ku Nastce - cicho no, Józia. Wiecie, a to w nocy Magda od organistów zległa w kruchcie.
- Cudeńka prawicie! - Żeby to cudeńka, ale prawdziwą prawdę! Jambroż szedł dzwonić i nastąpił na nią...
- Mój Jezus! I nie przemarzła!
- Bogać ta nie, dziecko na śmierć zamarzło! a Magda ledwie zipie. Wzięli ją na plebanię i cucą jeszcze... a lepiej, żeby nie docucili... co jej za niewola żyć,
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|