Chłopi (Władysław Stanisław Reymont) - Jesień Rozdział X strona nr 3
skleroterapia Warszawa | Liczniki odwiedzin | Księgi gości | Metal Lyrics | Znaczenie imion | Konwerter | Wolne domeny | Informacje o samochodach | Zakupy w UK | | | Hotele | Hotele w Warszawie | Chorwacja wczasy | wózki widłowe | Zlewozmywaki
Archiwum lektur szkolnych zostało powołane do życia w sierpniu 2005 roku, na łamach serwisu prezentuję książki znanych pisarzy, które są szkolnymi lekturami lub są wartościowe (wg mnie). Wszystkie książki są zamieszczone w serwisie w legalny sposób, pisarze, których książki prezentujemy nie żyją już ponad 70 lat i ich dzieła są obecnie dobrem publicznym, które można rozprowadzać bez uiszczania jakichkolwiek opłat. Zapraszam do korzytania z naszego serwisu :) Jest to prawdopodobnie najlepsza biblioteka on-line. Zapraszam do wymiany poglądów / zbiorów literackich pod adresem e-mail: ksiazki(at)ksiazki.metallyrics.pl.
Szkolne lektury / Chłopi - Władysław Stanisław Reymont / Jesień Rozdział X
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
poprzednia strona
sz się, a on najlepiej powiada, że póki ociec żyją, to zawżdy zapis mogą odebrać...
- Juści, wyrwij wilkowi z gardła, wyrwij! Sześć morgów grontu! To my u niego z kobietą za parobków prawie służym, a on obcej zapisuje, leda komu...
- Kłócił się będziesz a pomstował, a rady u ludzi szukał, a prawował - to cię jeszcze z chałupy wygoni...mówiła cicho oglądając się na drzwi.
- Kto to powiedział? - zawołał głośno zrywając się ze stołka.
- Cichoj ino... tak ludzie mówią, cichoj!... - szeptała lękliwie.
- Nie ustąpię, niech mę przez moc wyciepnie, do sądu pójdę, prawował się będę, a nie ustąpię! - krzyczał prawie.
- I głową muru nie przebijesz, choćbyś i trykał jak ten baran! - powiedział kowal wchodząc do izby.
- To co zrobić? Mądre rady masz la ludzi, to poradź...
- Złością ze starym nie wygra!
Zapalił fajkę i jął mu przekładać, tłumaczyć, łagodzić i tak kręcić, aż się Antek poznał i krzyknął:
- Ty z nim trzymasz!,
- Za sprawiedliwością jestem.
- Dobrze ci za nią zapłacił?
- Jeśli zapłacił, to nie z twojej kieszeni.
- A z mojej, psiachmać, z mojej! Dobrodziej jucha z cudzego. Dosyć już wziąłeś, to ci nie pilno.
- Tylem wziął, co i ty!
- Hale, tyle... a statki, a szmaty, a krowę, a ileś wycyganił od ojca? Bacze dobrze i te gąski, te prosiaki i kto tam zliczy! A ciołek, co ci go dał niedawno, to nic?
- Mogłeś i ty brać.
- Złodziej nie jestem ni ten cygan!
- A ja złodziejem jestem, ja?...
Przyskoczyli do siebie, gotowi się chycić za orzydla, ale opadli wnet, bo Antek rzekł ciszej:
- Nie mówię tego do ciebie... Ale swojego nie dam, choćbym miał skapieć...
- I... nie tyla ci tam o ten grunt idzie, widzi mi się...rzucił drwiąco kowal.
- Ino o co?
- Latałeś za Jagną, to ci teraz i markotno.
- Widziałeś?... - krzyknął ugodzony jakby w samo serce.
- Są takie we wsi, co i widziały, a nie raz...
- Żeby im pomroka padła na ślepie! - szepnął ciszej, bo właśnie wójt wchodził do izby i witał się ze wszystkimi; snadź wiedział, o co się kłócą, bo również jął bronić starego i usprawiedliwiać.
- Dobrze was poił i wypasał kiełbasami, to i nie dziwota, że go bronicie...
- Bele czego nie powiadaj, kiej wójt do cię mówi! krzyknął wyniośle.
- Wasze wójtostwo stoi u mnie tyle, co ten patyk złamany...
- Coś rzekł, co?
- Słyszeliście! A nie, to rzeknę jeszcze takie słowo, aż wam w pięty pójdzie...
- Rzeknij to słowo, rzeknij!
- A rzeknę - oto pijanica jesteście i judasz, i przeniewierca! A rzeknę, że za gromadzkie pieniądze balujecie i dobrzeście za to wzięli od dworu, że dziedzic sprzedał nasz las!... A chcecie, to wam jeszcze co dołożę, ino że już tym kijaszkiem... - wołał zapalczywie porywając za kij.
- Urzędnik jestem, miarkuj się, Antek, byś nie żałował.
- A w mojej chałupie ludzi nie następuj, bo tu nie karczma! - krzyczał kowal zasłaniając sobą wójta, ale Antek już na nic nie zważał, bo obu zwymyślał jak psów, trzasnął drzwiami i wyszedł...
Ulżyło mu rzetelnie; spokojniejszy wrócił do domu, ino tym jednym markotny, że niepotrzebnie pokłócił się ze szwagrem.
- Teraz już wszyscy będą przeciwko mnie! - myślał nazajutrz rano przy śniadaniu i ze zdumieniem zobaczył kowala wchodzącego do izby.
Przywitali się, jakby nigdy nic nie zaszło pomiędzy nimi
A że Antek szedł do stodoły urznąć sieczki, kowal poszedł za nim, przysiadł się na snopkach zrzuconych ze sąsieka do omłotu i jął cicho mówić:
- Na psa wszystkie kłótnie i o co jeszcze? O to głupie słowo! Tom pierwszy przyszedł do ciebie i pierwszy wyciągam rękę do zgody...
Antek podał mu rękę, spojrzał podejrzliwie i mruknął:
- Juści, że ino to słowo, bom złości do was nie miał Wójt mnie zeźlił, bo co się będzie ujmował, nie jego sprawa, to mu wara!
- To samo mu rzekłem, bo chciał bieżyć za tobą...
- B
następna strona
::-[ poprzedni rozdział :: spis treści :: kolejny rozdział ]-::
|